zaczęło się, kiedy nie płakałam na królu lwie
mama powtarzała, że nie mam serca tak długo, aż zaczęłam
jej wierzyć. wtedy postanowiłam zostać poetką. w końcu
liryczni poeci mają zwykle zimne serca. w ogóle poeci
tak mają, że mało prawdziwych rzeczy ich porusza.
wszystkim karmi się słowo, dla siebie zostawiając niewiele lub nic.
zimno mi jest, kiedy cię słucham, dotykam, mijam – powtarzała mama.
wtedy przemalowałam pokój – jedną ścianę na niebiesko, resztę na pomarańczowo –
i przykleiłam fototapetę z zachodem słońca, żeby dać jej iluzję
ciepła, być trochę lepszą córką, trochę łatwiejszą.
zimno mi. przecież jest około 20 stopni. w serce mi zimno,
kiedy próbuję cię tulić, a ty jesteś taka daleka i naprawdę zmarznięta
mimo 20 stopni, drugiej pary skarpet i koców – powtarzała mama,
a ja nigdy jej nie powiedziałam, że całe ciepło rozdaję garściami,
dla siebie zostawiając niewiele lub nic. powiedziałam za to,
żeby w takim razie przestała mnie tulić.
mama mi powtarzała, że nie mam serca. ja sobie powtarzałam,
że poeci tak mają. potem zaczęłam pisać. i wszystko diabli wzięli.
źródło: Wakat
o źródle i prawach
na licencji
Wiersze dostępne na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Użycie niekomercyjne – Na tych samych warunkach 3.0 Polska (CC BY-NC-SA 3.0 PL).
9.09.2026