dziwne wiersze
zaloguj się

Panna

Łączę chłodne pozdrowienia, gdy widzę zniszczoną kobietę uciekającą w ostatniej sukience. Jest zapłakana, moja, latami jęczy, nie sypia dręczona okrutnym słowem. A przecież dałam jej ostatnio moje zdjęcie trumienne na pocieszenie i jeszcze świeży rękopis do przeczytania. Ona znów ucieka do mnie od niego, obawiając się jego krecich przymiotów, żelaznych zasad i prawa do ranienia za jej płochość i czystość. Podnosi oczy, jej twarz zdradza oznaki starości, wiotkie ręce chwytają mojego ramienia, pomóż mi, schroń mnie, chociaż ty.
Dławiąca się płaczem, skomląca o ratunek u tej, która pochyla się nad rozszarpanym ciałem brzemiennej zajęczycy. Światło dzienne rozbija się przez warstwy barwy lokalnej, nieznacznie ulega sinym nawarstwieniom, które stanowią o wybijaniu się barw pośrednich. Rozbija się po lesie, mając w kieszeni żałosną buteleczkę czegoś, co uśmierzy ból. Plącze się w krzakach, rani sobie niezdarnie stopy, trudno w to uwierzyć, ale to jeszcze dziecko. Łagodnie opadające ramię, najczystsze szeptanie, resztki padłych zwierząt, jej ręka chwytająca mnie we mgle, czesząca powietrze czyni kształt fali. Przez jej brzuch przepłynęły dzieci żywe i martwe. Pozostała czysta, wyrywając sobie włosy z rozpaczy, wzywała szaleńczo pomocy, mimo że znała moje dziecinne okrucieństwo.
O, dwie podłużne plamy, pionowe wybijające się cyjany trujące, poprowadzę was do zmiany temperatury tej barwy, którą zmieszam z błotem, tylko by uzyskać ów cenny odcień. I uczynię z waszego zmieszania jasny kolor indygo pulsujący już pod skórą wygłodniałej. Usłyszałam i tak dużo. Obciążyło się moje ucho zarośnięte korą dla niepoznaki. Skarżyła się w moim lesie, gdzie żadne słowo nie ginie. Znałam jego ciężki ślad niszczący wszystko, nawet moje srebrzyste, kruche widłaki, nawet skrzyp zasadzony w środku lasu zaraz po pełni.
Na twarzy uciekającej dostrzegłam wstęgi pomieszania, zdawały się ciężarem nabierać wody, którą zamierzałam ją osłonić. Wybrałam dla niej słodycz. Delikatnie i powoli dotknęłam jej głowy, by jej nie urazić i nie okaleczyć. Zebrałam zniszczone włosy w szeroką wstęgę, na niej napisałam nduen fobara i popłynęła woda. Odezwał się głęboki, podziemny rytm nurtu zasadzonego na sinej szyi. Zniszczone małe piersi zapadały się po odzyskanie władczego uzupełnienia niemowy. Bolesne łkanie w ukryciu przez lata zamieniło się w jasnoszary kolor popiołu rozciągnięty w smugę przeszywają krajobraz mojego lasu, do którego dobijała się, krzycząc. Delikatnie zielone odbicia od dna zaczynają drżeć na jej białym brzuchu. Usta odchylone wypuszczają więzione chrzcielne wody, uświęcają się dromadery, które wyczuwają woń bliskości wodopoju. Biodra odchylę w tańcu słów szeptanych po ujęcie głębsze. Nogi rozplączę, oby nigdy nie dotknęła ich skalistość brzegu, od którego uciekasz jak łania w ramiona tej, która ukryje cię w sobie. I wypije z ciebie, jak z najsłodszego źródła, milczące zapadnięcie.
według noty Wakat: z przygotowywanej wówczas do druku książki „Stelle”.

źródło: Wakat

komentarze

jeszcze nie ma komentarzy