Dubstep (4)
Pan Koralewski mówi: 37 pieprzyków
na prawej, a 36 na lewej dłoni –
żadna sarcoma żaden Kaposi.
Będziemy się zawsze kłócili o kształt świata;
dziury, liście i co zrobić ze szczątkami
traszek, salamander i nadrzewnych żab.
Ogień jest dobry dla faszystów, my musimy
zadowolić się lodem, nawet wtedy, gdy
malarki portretują nas od przodu i pod spodem.
Dla nas nie ma żadnego salut, nawet sprutej
kieszeni nie ma dla nas, ani pończoch
szytych na miarę, nic dla nas, nic.
Jakby można wyrugować z niczego jeszcze nic
i na dodatek poddać sublimacji. Mógłbym mnożyć;
nicości jest naddatek, mrowi się w swoim:
tak, tak dziś także ciało jest całością,
a jednak to nieprawda: jest tylko cal,
ość, co jak sztandar tkwi i to dość wyraźne
jakby należało skończyć, teraz, już.
Dubstep (3)
Pijany upiór pisze do pijanego człowieka:
do żaby na szosie mówię: och żabo,
i jest ludzko, sino i deszcz pada rzęsisty.
Idzie się jakby we mgle, ale jej nie ma,
są ulice, chodniki, są fasady kamienic
i ludzie, jakby inni, ale nie za bardzo,
bez twarzy, chociaż rozumiem ich doskonale,
chciałbym ich ust i języka, a tu nic, list
bez adresu i człowiek, który utyka,
chociaż prosto zmierza ku skończoności.
Jak głupio to brzmi, muzyka tkanek,
zrzędliwy dźwięk drobin tłuszczu i cukrów.
Pada, jakby szczęście można zmierzyć linijką
i szkło uznać za diament. Później drzwi,
łóżko, senny ornament, nad ranem wrzask
szczurów przepędzanych ze śmietnika.
Dzień dnieje jakby gliwiał i próchniał,
ale sza o tym. Kropka na końcu zdania
przecież nigdy nie znika.
źródło: Wakat
9.09.2026