***
Ta ziemia tysiąc lat trzymała niebo
gruszami kopuł, dzwonnicami,
jarmułkami synagog, minaretami meczetów.
Co do ukrainizacji,
to nie tak, jak myślisz.
To coś zupełnie osobistego i staje się nie z każdym.
Po prostu pewnego poranka w Kijowie
Inhiherda mówi na siebie: Iryna,
Κύριλλος (Kyrillos) nazywa siebie Cyrylem,
A Sergo – Serhijem.
Mowa, o której najpierw pletli,
że taka nie istnieje,
potem gadali,
że urodziła się głuchoniemą wieśniaczką,
dlatego można z nią wszystko –
przecież nie poświadczy w sądach, a i gdzie te sądy,
a dla międzynarodowego trybunału
potrzebne jest ludobójstwo i tak dalej,
a ludobójstwa to nie ma.
Widzisz, nasze wojny nie bywają trzydniowe.
A ludzie nie tacy znowu są z żelaza.
Nie potrzebujemy przyjmować uchwał o prawie do zapominania.
Przeciwnie, musimy zawzięcie pamiętać,
przede wszystkim o przyszłości.
Jestem uchodźczynią, rozchodzę się jak krew po swojej ziemi.
Nie mogę uciec, ale mogę wyciec cała,
bo gdzie moja paczka Celoksu?
I wtedy zostaną tylko rozbite garnki jak z Trypola,
tylko hałdy z żużlu i łez jak z Donbasu.
To nawet lepiej, że nie wiesz,
co robić w takich wypadkach,
bo ci, którzy wiedzieli, tylko mówili, że wiedzą.
Uratuj mnie.
Na tej ziemi z gruszami kopuł, dzwonnicami,
jarmułkami synagog, minaretami
już tylu nie uratowano na zawsze.
Dasz radę, wiem.
Po prostu rozpoznaj we mnie siebie.
Mów do mnie mowami.
Zalizuj mnie językiem.
źródło: Wakat
9.09.2026