Benz
Na targu. Stare maszyny do pisania. Mówią weź mnie. Francuski
rower, rdza ramy, rdza świtu. Noże rzeźnika. Ten ze wschodu.
Znowu wciska ludziom marzenia, popatrz tylko. Co tu zostało.
Idę w dół, dalej, Starą Miłosną. Starszą. W dłoni trzymam mlecz.
Na języku mam kwaśny smak. Cytryny. Jest i morderca wolnego czasu.
Ten miły staruszek prowadzi na łańcuchu pumę. Oczy od Kanady
po Patagonię. Tymi pazurami może przerwać film. I udaje się.
Następnego dnia budzę się jako Gregory Corso. Z rakiem prostaty.
Siedemdziesiąty raz obchodzę ten sam moment. Dobrze wiem,
latarki nocy spadną do mojej wieczornej miski.
Ryż będzie wolno wchłaniał wodę. Na duszę powiem Janis Joplin.
Na duszę powiem Jezus. Zaśpiewa mi kawałek o Mercedesie.
Mercedes zawiezie mnie na targ. Stara maszyna. Weź mnie. Jezus. Weź.
źródło: Wakat
9.09.2026