Marta Podgórnik spotyka Marię Konopnicką i idą razem na wódkę[2]
Nie jestem poetką intelektu, ponieważ mam cipkę, a nie chuja –
czyż to warto? I cóż z tego, że mam mózg oprócz cipki.
To mnie nieco wkurwia, jednakże nie narzekam. Nie jestem mężatką,
nikt się nie wpierdala w mój styl życia. I cóż z tego,
że jest serce, które płacze nad niedolą, że są ścieżki, gdzie tułacze
idą smutni – i cóż z tego? Nadal piję alkohol. Nie jestem feministką,
ponieważ jestem zakładniczką ludowej teorii. Wszak na ziemi tu,
wśród tłumu, wśród zamętu, krzyku, szumu – tak, kotki, Bóg istnieje.
Już mieli go dosyć: pracodawcy, taksówkarze, ekspedientki, kolejarze, itd.
I cóż z tego, że Ostatni kochanek dymał mnie w skarpetkach
na hotelowym łóżku. Ach! Strasznie było fajnie. Tłumu śmiechy i oklaski,
samolubna żądza dzika, gdy wieczornych zórz godzina z wstydu gasi
swoje blaski… Czyż to warto? Nie, to nie. I spierdalać. Teraz słucham
Waszych przewidywalnych wierszy, i wiem, że zawsze za wszystko płacę.
Choć raczej nie podnoszę głosu. Ani jedno próżne słowo na warg brzegu
nie zastygnie, nie wymówi: czyż to warto? Nie ma tragedii, bo już nie ma nic.
I cóż z tego, że geniusze nieśmiertelne dzieła tworzą, że myśliciel
swoją duszę na świątynię zmienia bożą? I ktoś mu to wyda.
źródło: Wakat
o źródle i prawach
na licencji
Wiersze dostępne na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Użycie niekomercyjne – Na tych samych warunkach 3.0 Polska (CC BY-NC-SA 3.0 PL).
9.09.2026