Humor dopisuje szmery w nazwach
Zmierzcha. Musimy się zbierać. Drżą płomyki
świec we wszystkich oknach portu. W nocy przyjdą
i zdmuchną miasta. Może chociaż pomyślą
życzenie? Każde dziecko marzy o urodzinach, drżą
z przejęcia, nie mogąc doczekać się przyjścia
gości. W ogrodach drzewa rzucają coraz głębsze
cienie, coraz bardziej słone. Zrywa się wiatr, zrywa
czapki z głów, ludzi z łóżek. Przez głowę
przelatują im wszystkie nieprzerwane wersy
o końcu, ale czy to ważne? Rabarbar, szczaw, burmistrz,
żarówka, pies, dziecko, wszystko
się urywa, ale nie dlatego,
że zdążyło dojrzeć. Dzieci drżą w rodzicach,
rodzice w sobie, samotni najciszej. Podzwaniają
wietrzne dzwonki, telefony, zęby o siebie.
I wszystko chce być tak ciasno i do rytmu, jak nigdy. Pięknie jest.
źródło: Wakat
o źródle i prawach
na licencji
Tekst dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska (CC BY 3.0 PL).
9.09.2026