Nawet sen nie przyszedł
Puste rogi ulic. Nie wychodź, przechodniu,
nocą twoja droga jest bezpieczna,
zawinięta w dywan. Lampy
świecą nieprzytomnie, bez wiedzy
o sobie, bez pytań skąd i co to znaczy, że są. Ssą,
wysysają ciemność i pustkę – tyle i nic
więcej: matka elektrownia z daleka wysyła jasne
wiadomości pozbawione ciepła. Widocznie
nie tęskni. Pod jej murem, w dalekiej krainie, drży
łubinowa kiść, zasiana tu przez inny wiersz. Ten
prąd i jego klienci są sobie obcy jak
my, utrzymujący kontakt ze sobą. Rogi ulic stoją
puste i nikt w nie nie zadmie, nikogo nie
przywoła. Czasem jeszcze zabłąka się tu kobieta
w przykrótkiej spódniczce, skromnie chowająca
pod siebie cień, by zrobić miejsce ulicznemu
światłu. Ale ono jest zimne, więc ona drży.
źródło: Wakat
o źródle i prawach
na licencji
Tekst dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska (CC BY 3.0 PL).
9.09.2026