detox poetica
nawierzchnia wstrząsa autem. męczy je rezonans chroniczny jak nałóg.
linie przerywane zlewają się w igłę. przebudzony silnik wprawia w drgania szyby. mechanicznie mruczy wyliczankę: kompas, komponent, kontrolka.
kto jedzie za mną niech chwyta przyczepność.
znaki zabraniają nawrotu. możliwa jest utrata panowania nad retoryką, nad dykcją.
miejsca tarcia jaśnieją od iskier. metale stają się lekkie jak pióra. wnętrze oka nasiąka zapachem white spirit. obraca się zębatka. przede mną rozkładają się pointy wysypisk uciekam z nich do liter, drogowskazów i rozdzielczych tablic.
innym razem pogoda ducha w kratkę jak kartka. mam podwyższoną temperaturę ciała.
ciepłe mięso schnie na przęsłach żeber niczym tusz albo smar. żre mnie rdza. rośnie broda szorstka jak kora. nocami pozostaje picie wody z kranu. jestem kornikiem.
i chcę się zestarzeć drążąc w próchnie. ginąć z głodu wpatrzony w dno słoja.
mężczyzna, który przy starych kapliczkach próbuje posklejać confetti – to ja.
podtrzymuje się rękoma oparty na stelażach białych ścian jak na sztalugach – na obraz.
źródło: Wakat
9.09.2026