poranek George’a
tego dnia George jak zwykle rano opuścił
swój wynajęty pokój i samochodem,
a potem ruchomymi schodami dotarł na miejsce,
w którym nie był już swój, tylko włączył laptop,
położył na biurku iPhona i poszedł zrobić kawę,
później pogadał trochę przez gg, zagrał w pasjansa,
gdy wszyscy sądzili, że zajmuje się
strategicznym kodem dot. pewnej istotnej funkcjonalności
zrobił sobie kolejną przerwę w przerwie,
zamówił zupę i gapił się w talerz, aż powiedziałem
do niego „hej, George”, a on wstał i wylał zawartość
naczynia na swoją głowę („chyba cię pojechało, George”)
po czym wyszedł; jego twarz pokryta
chińskim makaronem śniła mi się jeszcze
raz czy dwa, a kiedy pytałem o niego w firmie
powiedzieli, że nie tracą uzasadnionej
nadziei na poprawę.
źródło: Wakat
9.09.2026