14.
Zima pachniała stęchlizną i maślanym tortem. Na szybie biała wycinanka ze śniegu. Prosiłam cię, Boże, o urodziny rok, a może i dłużej, bo choroby wychodziły spod rękawów. Zielona głowa zataczała się zatokami w obie strony.
Zima pachniała stęchlizną. Miałam lalkę o twarzy niemowlaka, którą można było przykładać do piersi. Rodzice pytali, czy daję jej siebie na talerzu. Umrze kiedyś w czarnym plastiku z pomalowanymi na kobaltowo oczami.
Zima pachniała maślanym tortem. Znalazłam horoskop Skorpiona, który jak zastrzyk wpijał się w skórę. Gęsi tłuszcz na szyi oraz oskrzelach. Boża poszewka na poduszce, pierze w pierzynie. Później sińce, jak sinice w wodzie.
Zima pachniała. Dostałam dwie spódniczki, z których można było zrobić jedną. Jeansowy dyptyk z identycznymi skrzydłami. W końcu pasowała, jak amen w pacierzu, jak waniliowa nuta w bazie. Rano, wieczór, we dnie, w nocy nie popłynie we mnie mleko.
źródło: Wakat
9.09.2026