Tytuł.bzu
Wchodziliśmy na drzewa
W bezmyślnym tonie
zielonych dni
Pod nami żelazne wagony
wiozły mech do miast
Mój pies zjadał z dywanu kłaczki
tak jakby to były teksańskie krzaki
A on jakby był synem kowboja
Wtedy byliśmy pozbawieni
przyzwyczajenia do pór dnia roku
i ludzi
wtedy baliśmy się tylko zwierząt
Dziś chodzimy po spalonych zapałkach
w parkach umierają porosty
Nasze zepsute zęby
zgrzytają przez sen świadomie
Szmaty na drzewach
rzucają na nas cień wiosny
źródło: Wakat
9.09.2026