dziwne wiersze
zaloguj się

Breakfast in Fur, 1936 (on the Grass, 1863)

Śniadanie w trawie czy futrze? Wybierajcie, panowie: czas
na piknik, taka nasza natura – martwa. Doświadczamy lata
na własnej, gęsiej skórze. Rose Sélavy, niech żyje eros
i naga prawda; wznieśmy więc toast za życie, póki poszycie
soczyste i miękkie; a nam miłe pożycie i słowa, skraplające
się cicho na nerwach, jak ślina na brzegu filiżanki obszytej
sierścią. Który mnie stworzyłeś – dlaczego pędzlem nalałeś
mi sadła za skórę i muszę słuchać rozmów toczonych aż po
wieczność. Patrzeć w obiektyw sztalug, na wieki wieków
prześwietlona: soczyste krągłości wytoczone na trawę,
na widok publiczny – mechate podszerstkiem brzoskwinie,
wisienki poczerniałe słońcem. Szkoda, że nie mam wpływu:
nie mogę odwrócić głowy albo chociażby kichnąć, łaskotana
wyrosłym na krawędzi porcelany włosiem. Boże, dlaczego.
Wypełniłeś kosze owocami, nagimi kobietami – futra i klatki
kostkami marmuru bez skrzydeł. Niech żyje sztuka! Boże,
dlaczego świat wynaturzasz i w Bois de Boulogne umieściłeś
Eden: Adama Buonarotti i Ewę, wodzącą na biczowanie wśród
drzew morwowych. Wyglądamy na sztucznych, a tak bardzo
chcielibyśmy stać się bardziej zwierzęcy, zadziorni, gryzący
i zamiast dostawać wilka – usiąść w kawiarni, zjeść bezę,
wywarczeć: ermine furs adorn the imperious*. Zanurzyć usta
w ciepłym futrze, obudzić w sobie Wenus i zwierzę. O nicości
mówić tylko szczerze. Na koniec łzy otrzeć – łyżką, talerzem.
*Królestwo za norkę.

źródło: Wakat

komentarze

jeszcze nie ma komentarzy