(dla dziadka mykoły)
nie daj się mamo rozchlapać – mówią dzieci
komu? – pytasz pośpiesznie
i dodajesz: przecież nie jestem kawą
ani mlekiem zagotowanym do śniadania
i nawet nie kubkiem z wodą
który stoi na cembrowinie najgłębszej na świecie
dziadkowej studni z drewnianym żurawiem obok –
tak żeby żadne z nich nie czuło się bezradne
(samotne – poprawia głos w głowie)
tak żeby skrzypienie żurawia co ranku
budziło wodę w studni
opowiadało o gruszkach – pokotem na ziemi
o zapomnianych pod ławką zabawkach
o ciepłej krowiej mordzie liżącej rosę
tak żeby wodzie było przyjemnie budzić się
i wskakiwać do wiaderka
(metalowego nigdy nie emaliowanego – podpowiada głos)
a po wskoczeniu kołysać się do góry-do góry
do cembrowiny i do kubka
do dziadkowych ciemnoblond wąsów
do bajek spod tych wąsów wyfruwających
jak wróble z gniazda pod strzechą
do mgieł
do których mała biegłaś przez ogrody
żeby dogonić wielką krowę
tym kubkiem zawsze chciało się być najbardziej
mówisz głosowi w głowie
a zarazem i dzieciom
kto mnie rozchlapie – znowu się dopytujesz –
skoro mnie może nawet nie ma
bo teraz jesteście wy
takie kruche i takie nieskończone
takie uparte w swojej bezbronności
takie nieprzystępne
że aż zapomniałam jak smakowała tamta woda
tamta
z dzieciństwa
nie daj się mamo rozchlapać
nikomu nie daj! – proszą dzieci
i patrzą wielkimi jak koła studni oczami –
bo my z ciebie pijemy
źródło: Wakat
9.09.2026