dziwne wiersze
zaloguj się

Prawie postać

Za każdym razem, kiedy cię widzę, przypomina mi się Achmatowa
opisująca płonący Leningrad. Płomienie kurhanem
rozpalonych maków; ich czerwień requiem dla kości. Wyobrażam sobie
niepewność, subtelne
oczarowanie ogniem i spalony Pałac Zimowy.
                               Ludzie wypychają biżuterią kieszenie płaszczy i usta
                               wszyscy nagle świadomi co znaczy być
                               ciałem.
Zastanawiam się jak wielu z nich
                               schodzić będzie w głąb miasta
wracając do swoich domów. Zamknięci
                               patrzą jak słupy dymu wślizgują
                               się w powietrze
                                                    zwiewne
                                                              ambiwalentne
                               bez smutku, ani nawet potrzeby bycia blisko czegokolwiek lub
                                                                         kogokolwiek.
                     W Belfaście, gdzie położyli cię w szpitalu i
leczyli, wciąż śniłam o lekarzach, którzy gigantycznymi dłońmi
maltretują kwiaty.
                                          I o włókienniczych salach, nikłym świetle
                                          gdzie pojedyncze
                                          długie nicie jedwabników
                                          odwinięte zostały z pustych kokonów
                                          przez maszyny –
Jednego dnia mój profesor od entomologii powiedział:
Na odwłoku pustelnika brunatnego
znajduje się znak w kształcie skrzypiec.
                     Wybacz mi ten stary nawyk. W czynieniu
                     cierpienia pięknym tkwi pewne ryzyko.
Uświadomiłam to sobie tamtej nocy w podzielonym mieście.
Po skończeniu gry na marnym hotelowym pianinie zapisałam:
           Drogi N.,
                     Chciałabym ściąć włosy
                     i zrobić z nich pędzle
                     żeby móc odmalować Belfast
                     w jego prawdziwej godności.
           Cały dzień spędziłam w atelier
           gdzie w oknie wystawiono
           gliniane kobiece dłonie.
           Małe dłonie, żeby utrzymać takie miasto.
           Twoja,
                     K.
tłum. Maciej Topolski

źródło: Wakat

komentarze

jeszcze nie ma komentarzy