Poeta
żującego błota, skarconego starca:
ale tu ruskiego poety potrzeba od zaraz.
Gasnącej w oczach, ogolonej miauczki:
ale tu jankeskiej poetki potrzeba od zaraz.
Nas dwoje, spłoszonych, położone razem:
Skandynawów z Czechami potrzeba od zaraz.
Ręki, co na usta opada z kosmosu:
polskiego poety potrzeba od zaraz.
(tłumaczu, tłumaczu! szczególnie Ty, Petrze Motylu: do obowiązków tłumacza należy dopisać swój dystych. Nie może być ostatni i odznaczony; odbiorca musi mieć możliwość pomyłki.)
KTOŚ Z CICHA ORZEKA
po raz pierwszy przeciw wszystkim
po raz drugi przeciw
po raz trzeci sprzedany teraz radość
gryzie jak sadza z rozbieranego komina w
usta do mięsa i głębiej w błękicie
teraz brzydzić się i łaknąć tej samej materii
po stratę orientacji w kierunkach oddechu
toczyć tłuszcz czkać tłuszczem
żeby nie wrócił smak luźnego powietrza
żeby lśnić od podgardeł w potulnym spojrzeniu
człowieka w drzwiach domu na którego nie
czeka nikt kto by nie zapomniał urzeczenia
sobą kto nie zapomniał że po nas też przyjdą
gorsi mniej gorliwi w umieraniu za to samo
teraz dla którego żyto na raz i bez opamiętania
źródło: Wakat
9.09.2026