szwargot
Andrzejowi
hej ojcze hej każdy ma swojego boga tylko kto go podjada
gdy na biało ściany jakby się odchodziło i przetaczało w kaloszach
ciała w środek deszczu
które pod maszynerią innych szkieletów przylegały do łóżek
w motelach patrząc jak zalewajka z wilgoci bucha w żołądek
niczym biały kruk nabity na szpadel
które i tak nie mają w nas swoich kotwic są jak stroboskopy
wypadające na kamienne podwórza całe w śniegu i ekskrementach
wysokobiałkowej technologii co za lajk wynagradza a za brak skarży
które wisiały mi złotówkę w żabce za koryto koryto pełne snów
i protoplastów żywszych niż chłód – tak nas widzą zderzacze hadronów
ale tylko w wersji: i ty jesteś prawdziwym hetero cztery godziny na dobę
które zasiedlały jedwabniki z nadzieją że wyrosną z nich wierne pałuby
o spuszczonych głowach lepkich jak kaganiec o czujności detektorów
metali (ważące tyle co pytania z gatunku warum banana ist chrum chrum)
które widzą w nas fale dźwiękowe sypkie jak dynamit pełne jak fotosynteza
gdzie dotyka się ot tak jakiejś najprostszej prawdy w stylu: fajka albo jazz
ale to wybór w którym się grzęźnie
które wyniosły z okien mojej prawicy zelżałe konstrukty społeczne
takie jak butelki naciągane gwarem szerokopasmowe gorsety na ciągotki
skrojone pod różaniec by nie obudziły chuja po mojej lewicy (pamiętam
tamto gili gili las w samochodzie marki nostalgia)
a pytałem tylko kim jest ten kamień który sobie myśli że jest mną
kiedy na nim siedzę po obiedzie a pytałem tylko czy jestem już
wystarczająco blisko by rozładować ciała ze zmierzchu
źródło: Wakat
9.09.2026