Różnica
Jezusolodzy, Allacholodzy,
Stambuł nie ma współczesnych.
Tu wszystko jest profesjonalne,
papier toaletowy, pralka,
winda, mikrofon, masa ciała.
Po drugiej stronie ideału umysł jest okradzionym sejfem,
co przechowuje wyłącznie ból.
Mieszkam obok świątyni, wypełnionej urządzeniami klimatyzacyjnymi
jak spóźniona świnka u staruszków.
Przez domofon ciągle ktoś pyta,
czy tu mieszka akordeonista.
Może wie stróż flag –
jednej czarnej, rozdartej przez domowe zwierzaki,
która wije się z balkonów samobójców
i drugiej państwowej, wyblakłej od prania,
która wije się z okien morderców.
Między życiem a śmiercią życie nie ma żadnej gwarancji,
jedyny serwis naprawczy jest w nas samych.
Czasem gorąco pragnę być inwalidą wojennym,
leżeć na ręczniku plażowym z obrazkiem nagiej laski,
Szwedki, co przyjechała z Czerwonym Krzyżem.
Ale to na nic, by spędzić taki dzień, potrzeba całego ciała,
w nocy wystarczy tors. Obojętnie, którą ręką się przeżegnam,
cztery strony świata
nie trafią w serce.
Zabezpieczę je napisem na koszulce,
z głową Che Guevary albo lekcją religii:
Taoizm: Shit happens.
Buddyzm: It is only an ilussion of shit happening.
Islam: If shit happens, it is the will of Allah.
Świadkowie Jehowy: Knock, knock: shit happens.
Chrześcijaństwo: Love your shit as yourself.
Na akordeonie potrafię zagrać tylko jedną piosenkę,
ale nawet ona jest remakiem historii.
Wymaz mojego chorego królika wysłałam do Wiednia,
chorego świętego – do Rzymu.
Każda część zamienna wraca do domu
w obcym samochodzie, jak Ingeborg Bachmann.
Istnienie, wyciągnięte w karawanie,
przed którym na drugiej stronie szkła chylą kapelusz
i do którego machają, jak wtedy, gdy się rodziło: Pa, pa.
Gdy ukochany wrócił ze Stambułu z żółtymi pigwami,
Fatima z tamtego świata uśmiechnęła się do niego kwaśno.
Różnica między człowiekiem a Bogiem, mój drogi, jest tylko jedna:
Człowiek najpierw znajduje, potem traci.
Bóg najpierw traci, potem znajduje.
źródło: Wakat
9.09.2026