dziwne wiersze
zaloguj się

***

Jako nastolatka
dusiła się od ataków astmy
i paznokciami drapała sobie szyję
z bezsilności i stalowego strachu.
Dusiła się po cichu – żeby nie zbudzić rodziców! –
wyciągała inhalator spod poduszki,
żeby nie brzęknęły metalowe poręcze łóżka lub
nie skrzypnęła siatka z łańcuchów.
Najczęściej
to bywało w nocy, kiedy wszyscy już spali i księżyc
rzeźbione cienie drzew rzucał na szyby,
i kłuł ją w serce tęskną igłą
stalowego strachu i nieznośnej śmierci. Oto i ona, tuż obok.
Nikt
nie znał przyczyny.
Ona lubiła
sama błądzić po parku, starym, zaniedbanym,
gdzie liście przelewają się światłocieniem i szeptem,
gdzie głusza wołała i przywabiała –
i żadnego strachu,
tylko trawy i tajemnice – do pozaziemskich zmierzchów.
On
zza pleców złapał, okręcając warkoczem jej szyję –
ani słowa, ani krzyku. Podrzucił na ręce, poniósł
w gęstwinę pralasu, nieznane, zimne
bezludzie, wilgotne
chciwe wnętrzności milczącej przyrody,
gdzie nad nią zamknęły się korony już czarnych stalowych drzew.
Serce potoczyło się z piersi, zatrzymało się w trawach.
On
uciekł: coś go przestraszyło w ostatniej chwili.
Może anioł jej stróż z mieczem świetlistym?
Z ciężkimi oczami, ustami do krwi zagryzionymi,
z rozplecionym warkoczem
wydostała się. I długa była
ta droga do domu, choć biegła
jak mogła i kolana dzwoniły ze strachu.
Ale –
nikomu nic. Nigdy.
Komu opowiedzieć, jak daleko była –
mogła nawet nie wrócić…
tłum. Aneta Kamińska z antologii „Portret kobiecy w odwróconej perspektywie. 12 poetek z Czech, Słowenii i Ukrainy”, Fa-art (w zapowiedzi wydawniczej Wakat).

źródło: Wakat

komentarze

jeszcze nie ma komentarzy