Pierwszy grzech główny
Zawsze będzie wybór między tobą a mną;
piątkiem a sobotą; kuchnią a pokojem;
porą roku i dnia. Między tektoniką
ruchów w miniaturze a rytuałem
pobudek, zestawem lęków po terminie.
Zawsze będzie rysa podle urodzonych,
pęcherzyk powietrza, który hodujemy
jak efemerydę do seansów roztopień,
do wód tożsamości. Tlen dla preambuły,
z którą wchodzimy znieczuleni i wierni
w nerwowe słońce i systemy grzewcze
– w zdradliwe ogrody. Niespokojną hordę
składającą swą ikrę tam, gdzie nie ma już
wyboru między mną a mną – w czarnej żyłce.
źródło: Wakat
9.09.2026