Terra incognita
Wychodzę na światło dzienne i już wiem,
że zatriumfuje organizm, pies w oknie i ogon kota.
Popsuł mi się telefon. Bez ciebie nie idę – stwierdził ten
idiota, który dba o pamięć i ostatnie dni karnawału
w cipie.
Duszne lato, duszny koniec czerwca. Ten sam tandem
duszący nieboskłon. Ku czemu się skłaniam? Pozostało
jeszcze kilka pogańskich nawyków, mnóstwo sekund
tanga i nowe imperium, z którym się obnoszę.
Nie mam zdolności trwania i buduję mur. Za nim
szpital wojskowy, gdzie mogę szlifować warsztat onanisty
i wytłoczony olej lać na wygwizdowo.
Zgubiony w rejestrze
chodzę na plecach, podrzucam, i bawię się światłem.
źródło: Wakat
9.09.2026