Gould
Ciało to smutny akwalung. Marnej konduity
są rzeczy, którym powierzono wstyd
wyjścia zza kulis, stawania do samego siebie
plecami, przodem do kaszlnięć, ziewnięć
otwartych jak worek od Eola. Zatemperowane
potem łatwo się łamie. Co innego grafit
czekający w ołówku, zawsze w głębi oceanu,
w szale ukwiałów, na defiladach raf
przed trybuną fikuśnego krzesełka. Leżąca na wznak
aria i wywrócony na lewą stronę atleta,
który się w nią pochyla, i tańczy to sobie
na ułożonych ze stuku obcasów parkietach,
kiedy między palcami dzieje się ta płetwa,
a to co jest wodą, jest i rybą w wodzie.
źródło: Wakat
9.09.2026