Skon
zakwaszony wieczór, kwaśny.
ulice żyłowane krokami,
ściany i śluz, i szmateks.
nie wolno się zatrzymywać (don’t stop),
żiguli z radzieckich skwerów
śledzi, cienie kapturów w tyle
głowy pragnie tulipan z butelki
skopa w nerki, uda
się w tej scenografii ciemności
miejski duch Oz w noc
o zmienionej browarem mimice
o królującym wśród innych słów słowie chujnia
o królującym wśród ideałów w zgubnej wierze słowie xanadu
o karcie tarota z szubienicą.
przeczytaj światło odbite w asfalcie
stało się twoim przyszywanym bratem
obok pustego pudełka fajek i zużytego erosa
jest gdzieś, na paru źdźbłach obsikanych
przez kundle rosa, zapowiadająca ranek
i spaliny, i szum, i hałas, i rutynę budzenia się
przez dzienne ego-tego bohatera nocki
do pracy, wołającego, do pracy
bez napuszenia, bez dąsów
zapomnieć macie o kacu i o tym, co noc niosła
co noc niosła
co zabrała
czym was zbudowała, ogry
źródło: Wakat
9.09.2026