Pracowite popołudnia
Pachniesz niemowlęciem, powiedział, i przejechał ręką
po moim pośladku. Czytałam Adorno pod Elizabeth Bishop,
żeby natknąć się na zdanie, które chciało bezgłośnie opuścić ciało:
pozwól mi.
To przecież niewiele i na dobrą sprawę
może okazać się zbawienne. Jak haust mroźnego powietrza,
w którym groźne majaki mieszają się z żółtym piaskiem
(nawieźli tego, gdy zdecydowali się położyć
kostkę brukową przed wejściem do klatki). Chcę. Poczekać,
aż zabrzmi drugie piano i mimo południa
damy sobie po rękach, jako pamiątkę i namiastkę.
Bo pachnę niemowlęciem i chcę się dotykać, być cicho
jak matka, gdy wszyscy już spaliśmy.
Wtedy patrzę przez okno: kładący bruk zbierają się pospiesznie.
I czekam na zimno, które zaraz wpłynie, i czekam na ciepło,
które je pochłonie.
źródło: Wakat
9.09.2026