Poeta bierze udział w projekcji państwa w kinie „Grunwald”
Jak dron, który wznosi się ponad dachy,
tak nad państwem zapadniętym do środka
słońce wschodzi z przyzwyczajenia.
Do meneli, zdeformowanych inteligentów,
nieruchomych bezrobotnych dociera nagle
poczucie straty, rażący brak czarnych okularów.
Państwo tymczasem przeciąga się beztrosko
na wszystkich stronach konstytucji, budzi się
jak przyroda po czarnobylskiej zagładzie.
Rząd przeciera zamknięte oczy; oczami duszy
można zobaczyć więcej, zdrowa działalność
państwa to tylko atrapa zbudowana na sterydach,
wszystko inne jest niewidoczne niczym flora
bakteryjna. Po każdej zapaści stosuje się
pogłębione przyzwyczajenie, zawsze mogło być
gorzej, mogliśmy stracić wzrok wpatrzeni
w rozżarzoną tarczę tnąco-krojącą żałosne
resztki po starym świecie, jeżeli ostatecznie
stał się starym starym światem pi-pi-ludzi,
liczących na reelekcję sygnału wysyłanego donikąd
i po nic. Echo ich wyniosło?
Bo czekali na sygnał centrali.
Bo czekali na sygnał centrali?
Bo czekali na sygnał centrali!
Pozdrówmy ich soczystym „fuck you”.
Dalszy kontakt na @ w dowolnej obczyźnie
dostępnej w wersji analogowej niczym trzaski
wielkiej płyty, opryszczka złotoustych,
lista dialogowa w języku obcym dla własnych
obywateli i wreszcie państwo w państwie
przez gwałt lub pączkowanie. Wróćmy jednak
do ośrodka. Do dziury w ziemi nazywanej
przez spin doktorów puentą.
źródło: Wakat
9.09.2026