przechodniość
od kuchni przez przedpokój do małego pokoju i dużego pokoju po balkon,
nie robiąc nic. łazienka sama w sobie pusta jest, okno ma otwierane do wewnątrz.
obrałem ciemne słońce z ziemniaka, obrałem sobie ziemniaka ze skóry, za mięso
spoglądając. powłoka w powłokę, duży pokój i mały są zaprzęgniętym wozem.
czarne myśli spływające naoliwioną ręką, czarne jak oko odpalone od pudełka.
od ubrań bierze się bałagan, zbiera się w sobie poukładany chłopczyk, z puzzli w
domino, jakby była to próba generalna przed jego głosem. sumienie wyjada reszkę
kiedy moneta obraca się w żołądku, skręca się w nim i przecina błonę z której
wypływa szafa na tafli otwarta, troszeczkę w rozmowie, z pełną buzią i powierzchnią poprzeczną na tyłach, gdzie śmietniki odbijają się w kałużach, wyplutych i rozmazanych.
źródło: Wakat
9.09.2026