JEŚĆ CIEŃ –
te słowa to
nic więcej niż
paprochy tytoniu
na kartce papieru
(pustostan pełen szkieletów);
ja, wybite z głowy,
jak kula sunie ku łuzie.
Psi język,
ślina; ślad
po istnieniu.
Tyle, po
wielokroć, myśli,
aż chowa się w myśli,
jakby śnił go język.
Od reprodukcji do kontemplacji:
stepy i łańcuchy górskie.
Słowa, zżarte
przez intencje,
tracą swoją godność;
wielokrotnie
zrzuta do zrzygania
myśl, niezachwiana jednak
w przecinających się
wichurach ze snów
słów,
i to biedne ja,
wykluczone ze swej władzy,
stoi u furt
WIELKIEGO KONTENEROWISKA
zapomnianego,
co miało nazwę i kształt
źródło: Wakat
o źródle i prawach
na licencji
Tekst dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska (CC BY 3.0 PL).
9.09.2026