W jednym momencie
dwie myśli przeleciały przez mózg,
i zostały po nich smugi,
jak po odrzutowcach. W
ciasnocie odpowiedzi,
w ograniczeniu odpowiedzi
na wszelkie bolączki, na
to jedno pytanie, które
zawsze jest jednym pytaniem
niezależnie od okoliczności, gdy
literka „c” nie wyskakuje po
przyciśnięciu, przyciśnięcie
jakiekolwiek jako atawistyczna
forma witalizmu (żegnaj,
akademicka terminologio!);
żadne z was, uniwersyteckie sznurwy,
nie podskoczy mojemu wierszowi.
Widziałem echo myśli.
Myśl wysłała falę, która
odbiła się od czegoś, na
pewno nie od czaszki, na
pewno nie od skalnej ściany, na
pewno nie od krytycznie
czytającego Ty, które
też jesteś podmiotem
w tym
wierszu. Może
to Węgier, węgiel
(AGNIESZKA MAJCHRZAK)
w zsypie, w rozsypce
ja, które obleka się w Ty,
poza romantycznymi
uwarunkowaniami miłości,
poza wszelką konwencją,
poza nadzieją na zmianę,
zmianą.
Ostatnio czytałem wykłady Michela Foucaulta i tam stało jak byk:
poznaj samego siebie, potem
dbaj o siebie
poznanego, chroń
przed skurwieniem
i zniwecz cytat
w sercu.
źródło: Wakat
o źródle i prawach
na licencji
Tekst dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska (CC BY 3.0 PL).
9.09.2026