pierwszy pejzaż Róży
„czy jesteś poetką liryczną?” – pytasz, pewnie
nieświadomie, słowami z wiersza Jarniewicza,
a ja budzę się w innym czasie, gdzie nie jęczą,
targane halnym, jodły. jest szpital, muzyka
przywieźli przed godziną. czy coś skomponował
(co?) pod respiratorem? „Różo, czy liryczną?” –
masz w głosie czułą strunę. ja nadal, nieczule,
w stringach. z mokrą ulicą się dziś rozumiemy
doskonale: ona od deszczu, ja od twoich
pytań dostaję drgawek (mokra jestem całkiem
nie a propos). „liryczną, kurwa, liryczną”: świt
się wpieprza przez firanki, a poranna ropa
szydzi w kącikach oczu. czy mam wstać, założyć
szlafrok albo, że jednak mnie kochasz? tak, wiem, znów
zaczęłam szlochać. halny wciąż tłucze jodły na
odlew, rzeźbi z nich ranek (przeciągnę to jeszcze,
choćby o jedną sylabę). ten muzyk, prywatnie
mój ojciec, umarł tamtej, grudniowej niby sam
grudzień, nocy. płakałam? skądże znowu! mama
zadzwoniła po ludzi od pogrzebów, a spałyśmy wtedy
w tym samym hotelu – i to jest jedyny
punkt styczny. płacz, świt, śmierć? motywy ograne,
a pejzaż bezkrytyczny – tandetne to, tanie
i przekombinowane warsztatowo. treściowo?
cóż, łatwizna. świty są straszne w Zakopanem.
wiersz liryczny? każdy schrzanię. zdjęłam bieliznę,
więc mnie zerżnij na amen, żeby nic nie było
już niedopowiedziane, niedomalowane.
pierwszy pejzaż Róży jest dęty: brakuje ram
głębi, rykowiska błysku i jelenia puenty.
źródło: Wakat
9.09.2026