spoza siebie na trzecią
(1)
zajad w lewym kąciku ust nieznośnie
szpeci usta daremnie upaprane szminką
motyl w prawym kącie pokoju, ledwie
uwieszony firanki, daremnie trzepocze
skrzydłami – enter jest jedynym dostępnym
każdemu środkiem stylistycznym, więc i Róża
korzysta obficie z wejść do kolejnych linijek,
jak z chłopców i z oferty kolorowych tabletek
na kaszel, na porozwidlane myśli, na niepowikłane,
szerokopasmowe myśli, na księżycowy ból,
na nieznaczne uszkodzenia wątroby, na znaczne
uszkodzenia szarych komórek, białych krwinek,
czarnych krwinek, na wszystko niewymienialne,
wszystko niepowtarzalnie różane, kruche jak beza.
(2)
a po tabletkach motyl szybciej rośnie,
rośnie w dżdżownicę zimny motyl, rośnie
w przebicie, jak po źle wbitym kolczyku,
jak po przypadkowo wbitym enterze,
zajad w lewym kąciku. w przebiciu zęby
przyszłej mumii – zachowane niezbicie
na potrzeby sekcji. w kolejnych dystychach
tabletki przykleją się do języka, entery
się rozłożą nierówno, a przebicie będzie
akurat równo na dżdżownicę. zakrzepnie
szminka. dżdżo się przewinie przez Różę,
tabletki się roztańczą w żołądku i Róża
się osunie niżej, patrząc spoza siebie na trzecią
osobę Róży
(3)
bo jest dżdżownica matka i Róża córka, zrodzona,
a nie stworzona i święta Róża, która zna wszystkie języki
z kolorowych tabletek – a w przezroczystej bletce
czeka na nią kolejny. wystarczy wysunąć, poślinić
i się pokój trzem Różom znowu podmieni na inny,
zielony. w niebo Róża wstąpi w każdej z trzech
osób, po tym wszystkim leciutko, zwiewnie,
jak przez poranną lufkę, jak przez przedsenną setkę,
jak przez pierwszy gwałt.
źródło: Wakat
9.09.2026