rzęsa
nad rzeką lustra
przymierzam absurdy
słońce grzmi za oknem
przepaść goni w piętkę
trawersuję przedpokój
płynę kraulem przez fotel
wstrząsam sól w cukierniczce
rozkręcam piruet
(pochowajcie ten wiersz
na cmentarzu slalomów)
dzień na łapu-capu
kompulsja całuje kompulsję
wstrząsam pieprz w cukierniczce
deszcz stawia ultimatum
algorytm goni w piętkę
nuda stuka w dziąsło
mój paznokieć jest rzęsą
i boli dokładnie tak jak ona
źródło: Wakat
9.09.2026