Plotkara
Nigdy o tym nie rozmawiałyśmy
Nigdy nie wspominałyśmy
tego, że w jednej z dalekich zimowych wsi istnieje niska izba
która obdarowała nas swoim dyskretnym słońcem
Jego światło padało na nasze pijane ciała
rozrzucone na cudzych łóżkach
umęczone, smutne, poszarzałe w mroźnej ciemności
która po staropanieńsku klaskała nam cieniutkimi rękoma
ściągając z nich pierścienie pożółkłe paznokcie
i pomarszczoną skórę
aby dotykać nas później wrażliwym obnażonym mięsem
tak starym i śmierdzącym jak to tylko możliwe
aż przerażenie wygięło nas ku sobie
dwie nieczyste niewiasty pożądające spermy nocy poślubnej
Moja głowa ułożyła się na twoim przeczuwalnym łonie
które mimowolnie zacisnęło się w palącej potrzebie
obrony
poparzyłam sobie palce o twoje gorące uda
przyciśnięte do chłodzącego prześcieradła
Zamknęłam oczy i pozwoliłam się bujać winu
i nadchodzącej rozkoszy
w kółko od nowa i głową w dół jak w najbardziej szalonym
lunaparku
na Praterze zmysłów
Ach!
Bębny moich skroni odpowiadały rytmowi twojego
wzburzonego łona
a w moich włosach zupełnie nieoczekiwanie rozświeciła się
twoja pieszczotliwa ręka
pełna wstydliwych pokrzyw
twoje spocone udo przycisnęło się do karuzeli mojego czoła
zawróciło mi w głowie
uwięziłaś mnie na tak mocno
że sama chętnie pokazałaś mi drogę na wolność
prowadziła przez twoje nagle rozwarte nogi
wiodła i dalej…
Była tak łakoma tak grzeszna tak zdesperowana
że musiałam swą dłonią odziać twoją przedwczesną płeć
jego bolesnym ściśnięciem uciszyć oba spłoszone serca
Prawie krzyczałaś
ale mimo to odważyłaś się chcieć ode mnie tego
czego chciałabyś od mężczyzny
a ja zaczynałam cię słuchać wbrew mojej z trudem odnalezionej woli
Domagałaś się delikatności i okrucieństwa orlich szponów
Domagałaś się czarów i zachorowalności naprężonej latarni morskiej
podczas swego bezcelowego rejsu
Domagałaś się mężczyzny, dlatego przy zgaszonym świetle
zamykałaś jeszcze oczy i zadowalałaś się mną
mną
w której wzbierała tęsknota zadania ci porządnego cierpienia
Kiedy wspięłam się z twojej szalejącej podmokłej doliny
na górę aż na szczyt twoich ust
delikatnie mnie pocałowałaś suchymi, popękanymi ustami
westchnęłaś i odwróciłaś się
Było to otrzeźwienie? Wyrzuty sumienia?
Był to wstręt? Poczucie winy?
Nie wiem
Może uświadomiłaś sobie ohydę nas dwóch
ohydę tej nocy piekielnej
kiedy za Boga nie wiem czemu wszyscy są szczęśliwi i weseli
kiedy my i nam podobni czy też podobne
odczuwają swoją nędzę i marność znacznie wyraźniej
niż kiedykolwiek indziej?
Wzięłam cię za ramię, próbując obrócić ku sobie
było zwarte i stawiało opór
Położyłam się na plecach, wyśmiewając cię w duchu
tak jak wyśmiewam się i teraz
zdradzając twoją tajemnicę
bo moja tajemnica to przecież nie jest
ty zaś wahasz się jak wielka słona łza
przeklęta igłą przeszywającego poniżenia
Wstałam i otworzyłam okno
padał śnieg
Wiatr przylepił mi na twarz kilka palących płatków
kolorowych i parskających jak fajerwerkowe gwiazdy
Stałam w tym prądzie zimnego powietrza
i zapachu spalonych rakiet
dopóki niebo nie zazieleniło się z zimna
Nie kochałam cię i teraz nie kocham
ale nigdy nie zapomnę twoich słów ostrzyżonych rankiem
źródło: Wakat
9.09.2026