Piach
Wczoraj w spożywczym słodkie pieczywo kupiłem,
dwie muszle z kremem i warkocze klonowe cztery.
Z dziesięć złotych zapłaciłem.
Warkocze pokroiłem na trzy.
Muszle na sześć.
Dwanaście i dwanaście
to dwadzieścia cztery
kawałki.
Czyli po trzy
na każdego
uchodźcę-dziecko,
który miał przyjechać do nas.
Zrobiłem pięć czarnych herbat.
Jedną z cytryną, bo taką po prostu chciał.
Dwie kawy i jedno kakao.
Przygotowałem cukier, albo jak oni to nazywają ‘piach’.
Z uchodźcami robiliśmy razem papierowe ogromne lalki.
Uczyliśmy ich jak trzeba nimi poruszać.
Podobało im się,
że przez chwilę przestali być lalkami.
Jednak pod koniec
staśmowali ręce lalek do swoich nadgarstków.
Nogi lalek do swoich kostek.
Głowy lalek przyległy do ich głów.
Tańczyli. Krążyli. Krążyli.
Krzyczeli: Pomocy! Pomocy! Pomocy!
Pomocy! Pomocy! Pomocy!
źródło: Wakat
9.09.2026