W niewoli człowiek jakoś nie dostrzega piękna
Nie pamiętam,
wszystko się przytępia: spłaszczają się kształty,
blakną barwy… piękno jak gdyby przestaje istnieć.
Jefrosinia Kiersnowska została wywieziona w 1941 roku do Syberii.
Uciekła. Miesiącami włóczyła się po tundrze
jak samotna wilczyca.
Złapali w końcu i z powrotem do obozu.
Spędziła w stalinowskich łagrach długie lata.
Po wyzwoleniu pracowała dalej, już nie jako więźniarka, w kopalni węgla.
Napisała i namalowała zbiór 12 zeszytów.
To rodzaj graficznego reportażu, składanie publicznego zeznania,
relacja z wstrząsającej rzeczywistości Gułagu.
„Ile wart jest człowiek” zostało to dzieło zatytułowane.
Po ponad 50 latach od momentu powstania
częściowo przetłumaczone na polski i wydane.
Jest to o życiu na granicy życia i śmierci –
deportacja, bydlęce wagony,
zimno, praca, brak jedzenia,
radzieckie obozy koncentracyjne, śmierć,
czasy powojennej codziennej egzystencji
w sprzecznym Związku Radzieckim.
Słowa i obrazy. Obrazy może dlatego, bo słowa trudno było znaleźć.
„Gdybym znalazła słowa, by wyrazić, co czułam…
pewnie papier, na którym piszę, zwęglił by się jak w ogniu/
Parzące rysunki szkieletów
/ nie pamiętam…
Zapomniałam?
A może nie próbowałam się dowiedzieć?
Nie pamiętam,
nie pamiętam…/
nie pamiętam.
Zresztą, czasami samo zapamiętywanie było niemożliwe:
„W cienkiej koszuli było mi przeraźliwie zimno,
ze zmęczenia plątały mi się myśli,
na niczym nie mogłam się skoncentrować”.
Jefrosinia Kiersnowska
źródło: Wakat
9.09.2026