Ależ tak, pamiętam
miejscowy bar bez szyldu, dalej dom w budowie
(wychodek przeglądany przez szpary w cegiełkach).
I w młodości stawałem na piętrze i straży,
sto metrów od kościoła, pięćdziesiąt od poczty.
Co za bliż, ale mógłbym słyszeć szczęk kieliszków
i wjeżdżamy calutką grupą w upojenie,
gdzie uprawia się torsje, palenie i dzieci.
By czytać zeszłoroczne świerszczyki i komiks
z okładką ozdobioną człowiekiem komicznym.
Jeżeli pisząc o mnie pomylą przypadki,
sam potwierdzę, że byłem w dobrym miejscowniku, pochylony
nad Rokiem Maryli Rodowicz, wytwórnia Pronit w Pionkach, ‘74.
źródło: Wakat
9.09.2026