dziwne wiersze
zaloguj się

Małpa

Ranek do nocy pasuje jak ulał:
praktycznie znikam w nim jak powietrze
całkowicie wessane przez płuca. Praktycznie
podobnie się wydostaję. Powroty. Tyle razy
wracałem, choćby pierwszego stycznia, na ostatnich
nogach, wzdłuż ciemnych materii, przez duchologiczną
przestrzeń, do ciebie. (Gdybym wrócił do siebie,
byłbym jakąś małpą). Tymczasem jestem mapą
bez legendy, tymczasem jestem drwalem
wrośniętym w drzewostan, jestem późną rośliną
i jestem jej pszczołą, i jestem ich wzajemnym
stosunkiem. Z wszystkiego najkrótszy,
świecący gołym tyłkiem jak oczami
małpy, tej samej małpy, do której
wracam jako żywa legenda bez mapy,
jako spuszczone powietrze, chcąc się jedynie dobrze
ułożyć ze światem. Ale świata już nie ma: zdechł,
leży pod płotem, małe małpie truchełko,
po którym zaraz ktoś zatrze ślady. Do którego zaraz
zlecą się czerwie, muchy, pszczoły, helikoptery,
tłumy tutejszych gapiów. O którym ciii, ani
mru-mru. Któremu jednak do końca będę mówił:
tak.
Rzeka, ona płynie
w obu kierunkach naraz, kiedy ja
wprowadzam się w nią nagi od połowy
nocy, ucząc się czytać ślady nieobecnych saren
na wyświeżonym śniegu, ucząc się czytać ślady
bez używania oczu, a tamci, jeszcze żywi, powracają
do wsi, przez nieskoszone niebo i rozszytą ziemię
wracają z buta do wsi bez wody i prądu,
by rzucać psom kiełbasy nabite gwoździami,
na których wisiał ich zbawca.

źródło: Wakat

komentarze

jeszcze nie ma komentarzy