Małpa
Ranek do nocy pasuje jak ulał:
praktycznie znikam w nim jak powietrze
całkowicie wessane przez płuca. Praktycznie
podobnie się wydostaję. Powroty. Tyle razy
wracałem, choćby pierwszego stycznia, na ostatnich
nogach, wzdłuż ciemnych materii, przez duchologiczną
przestrzeń, do ciebie. (Gdybym wrócił do siebie,
byłbym jakąś małpą). Tymczasem jestem mapą
bez legendy, tymczasem jestem rośliną
i jestem jej pszczołą, i jestem ich wzajemnym
stosunkiem. Z wszystkiego najcichszy,
świecący gołym tyłkiem jak oczami
małpy, tej samej małpy, do której
wracam jako żywa legenda bez mapy,
jako spuszczone powietrze, chcąc się jedynie dobrze
ułożyć ze światem. Ale świata już nie ma: zdechł,
leży pod płotem, małe małpie truchełko,
po którym zaraz ktoś zatrze ślady. Do którego zaraz
zlecą się czerwie, muchy, pszczoły, helikoptery,
tłumy tutejszych gapiów. O którym ciii, ani
mru-mru. O którym jednak do końca będę mówił:
jest.
źródło: Wakat
9.09.2026