(fu)turystyka miejska
Do śródmieścia przez peron monopolowy.
Od środy znosimy przestrzeń. Przepustowość ulic
w normie. To co za oknem jest nierzeczywiste,
odwrócone i pomniejszone.
Pogoda zerwała ścięgno. Rozkład jazdy zasypano wapnem.
Gołębie wycierają dzioby o ciasto na grubym.
Siedzącym ręce wsunęły się do portmonetek z trawy.
Jezdnia jak odkręcony kran zagłusza nasze rozmowy.
Rozpuszczamy grzebienie w fotonowych puklach.
Nad naszym dzisiaj zbierają się latarnie.
W śmietniku wykluwają się perły.
Wychodzą poławiacze szarej strefy.
Zawijają światło w papier
chowają do reklamówki.
Przyjezdni ukryci w syndromie warszawskim.
Podrzuceni do syrenich gniazd przez serialowe taksówki.
Jak my nie mają nic więcej poza klubowym snem,
ukrywają resztki sił na jutro:
na zesłanie do pracy przy ladzie i na słuchawkach,
na halach wielkich jak obce miasta.
Dlatego coraz częściej przesypiamy
zabawy do obcych rąk. Przed północą zmieniamy playlistę,
by załapać się na nocne marki, plejady gwiazd
i ostatnie sceny na rurze w transporcie miejskim.
źródło: Wakat
9.09.2026