Palma pierwszeństwa
Weszło na usta wszystkich –
jeszcze nie było Brzeskiej. Nie musiała użyczać fali,
żeby zabliźnić. Zamalowali bulwary przy moście
i chleb drożał. Wuj odświętnie woził jej owoce,
uśmiechając się w cieniu palmy. Z Pragi na Śródmieście.
Z jurydyki Skaryszewa do Nowej Jerozolimy.
Mówił tym żydkom jej zazdroszczę,
bo lubił daktyle i chałwę.
Zanim zrzuciła liście klaskały gwiazdy
i kierowca autobusu klaskał, czy można jaśniej:
miasto marzące o wakacjach
bardziej niż o tożsamości,
nie tłumiące problemu z identyfikacją,
bo napływowi, mniejszości, stodoły
prostowała się stolica, aż trzeszczały kolana.
Wolno stygł lipiec, gdy traciła liście.
Miast Kirkutu został kikut. Ślizgi
po panczenach Perseid szkliły bulwar,
drukarska farba pachniała eksmisją
ciepłe pieczywo dostarczał stadion.
źródło: Wakat
9.09.2026