[wydostań mnie z tego języka, nie mogę w nim już mieszkać]
wydostań mnie z tego języka, nie mogę w nim już mieszkać.
wylęgał się ze wstydu i łupanki w klubie: najlepszych bitów
tego miasta. pływaliśmy w nich jak w gęstym, z czasem
coraz szybciej, i to nas zakażało. dogasała miłość do psa,
który spod ziemi już nigdzie nie wyruszył. daliśmy mu trzy dni
i zdradził. wszyscy nas zdradzą – powiedziałem i przyrzekłaś,
że kiedyś mi zajebiesz za takie proroctwa. włożyłem ci wtedy różę
między uda, by nigdy nie zwiędła i żebym miał pierwszeństwo:
jak jąkanie przed strachem, jak śmiech przed blantem. razem jesteśmy
składem na smród, ośrodkiem kolonijnym dla wyrzutków. razem możemy
przekraczać bramki starożytnych lokali i dziwić się, że przetrwały.
piękna to mowa ze słowem-królem, tłustym i nalanym, ale
wydostań mnie z tego języka, nie mogę w nim już mieszkać.
źródło: Wakat
9.09.2026