dziwne wiersze
zaloguj się

chwilowo ciepłe projekcje połykam jak własne odzienie okrywające: głowę, klatkę i stopy.

odrzutem wydzieliny zwanej technologia, przez wydech
pod słońce, przez współistnienie, mogę jedynie odtwarzać:
mit połykania (postacie jakie przybiera mózg grawitują dlań).
gdzie jeszcze jest wątpliwość i czyja to gęba przemawia?
obroża na ziemi i wariant pokusy: zimno, rozciągnij osad
i wydaj rozkazy – a nuż odciąć się uda dreszcze od drżenia.
(żarówka schodzi z sufitu i płacze; kartka rozsyła gońców;
amen mnoży się w widoku – salve regina, salve). tak długo
czekałem bezwładny, by częścią przedmiotów tkwić prosto
w czyjej szczęce? skrzyżowały się we mnie, pod ostrzałem
rytmu przeskoki kontrastów i stukot zegarów ze wspólnym
żebrem. czy we mnie tło, obfite w brodę, jest tylko odpadem
z wahadła? żeby wszyscy mieli taki wyziew – światłocień
o(d)tworzyłby oczy. potrajam dziś metafory, bo trójka jest
wnętrzem tej cyfry, co nie rejestruje obrazu. opad ów łykam
i wybijam witryny. jest autoportret liczby, lecz niewidoczne
są płuca trójdzielnej maszyny.

źródło: Wakat

komentarze

jeszcze nie ma komentarzy