O, Kapitanie! Mój Kapitanie!
Kapitanie! Mój Kapitanie! Minął lęku czas;
Nasz okręt rozbił mnogość fal, by dobyć z głębin skarb;
Tak blisko port, już słyszę dzwon i braw wzburzony huk;
W źrenicach ich sunący kil, okręt - odwagi próg:
Cóż za rozpacz! Jaki strach!
To z rany sączy się krew
Na pokład gdzie Kapitan
Upadł w zimno i śmierć.
Kapitanie! Mój Kapitanie! Powstań i usłysz dzwon,
Ach, powstań, by ujrzeć flagi ruch, dla Ciebie trąby grzmot;
Dla Ciebie wieńce i kolor wstęg, Tobie faluje tłum;
Ciebie pragnie rąk chwiejnych las, czekając na uścisk cum;
Spójrz Ojcze! Kapitanie!
Pod głową Twą ramię me;
To sen, zły sen, pójdzie precz,
Że w oczach jest chłód i śmierć.
Kapitan milczy dumnie, siność na jego wargach;
Ojciec gardzi ramieniem, nie tętni w nim myśl żadna;
Okręt dobił do brzegu, minąwszy ogromy skał;
I lęku podróż skończyła się, w rękach błyszczy skarb;
Grzmij o tłumie, tyś jak dzwon,
Domem mym: żałoby sień,
Pokład gdzie kapitan śni,
Ciała Jego chłód i śmierć.
źródło: Listy z krainy snów (wiersze.co)
9.09.2026