Fajrant
Ostatni robotnik z nocnej zmiany nie ma wyboru.
Bieżąca woda już odpłynęła, odrosły włosy i zadry.
Nikt już na niego nie czeka, musi żyć ze zmrużonymi oczami.
Samotność jest niebem, piekłem i poczekalnią
zależy na który bok się obrócisz w trzeźwym, watowanym śnie.
Chmury wiszą nisko, szczyty sięgają wysoko.
Wynik jest przesadzony, przesadzone nadzieje cienko przędą
na nowym, niedoświadczonym gruncie.
Ten fundament niczego nie pamięta. O niczym nie wie.
Zakończenie nie pozostawia wyboru, kompozycja się zatrzaskuje.
Pozostaje tylko się odciąć, zakrzyczeć to brzytwą ostrzejszą od języka.
źródło: Wakat
9.09.2026